TERAPIA OD ZARAZ - BEZPIECZNY DETOKS - JESTEŚMY DLA CIEBIE

10 września bieżącego roku dokonano rejestracji Prywatnego Centrum Terapii Uzależnień "Koninki", które zajmuje się leczeniem uzależnień od substancji psychoaktywnych, a także od hazardu i Internetu. Program psychoterapii dostosowany jest do potrzeb pacjentów. Oparty jest o osobiste plany terapii zgodnie z wcześniejszą diagnozą. Ośrodek położony jest w malowniczym zakątku Gorczańskiego Parku Narodowego przy wyciągu krzesełkowym na Tobołów. Miejsce to jest gwarancją ciszy, spokoju i dyskrecji, co sprzyja leczeniu tej trudnej choroby

Rozmawiam z Anną Zapałą, która zarejestrowała ośrodek na swoje nazwisko i pytam, jak doszło do powstania Centrum ?

Bezpośrednią przyczyną powstania naszego Centrum jest zapotrzebowanie społeczne na taką działalność oraz wzór - prywatna klinika w Krakowie z którą mamy kontakt. W działających poradniach od  uzależnień trzeba długo czekać na termin terapii, a gdy uzależniony podejmuje decyzję o podjęciu wali ze swoja chorobą to należy "kuć żelazo, póki gorące" czyli zacząć leczyć natychmiast. Uzależnieni i ich rodziny kryją się ze swoim problemem, którego się wstydzą, i jeżeli przełamią tą barierę to początek zrobiony. Stwarzamy u nas takie warunki, aby można było korzystać z wszelkich form potrzebnych do skutecznego pokonania różnych uzależnień. Właśnie podjęliśmy się modernizacji naszej bazy, aby sprostać wymogom unijnym i uzyskać możliwość dofinansowania z NFOZ. Dałoby to szansę wykorzystania możliwości Centrum dla szerszego ogółu potrzebujących leczenia.

O wypowiedź na temat powstałego Centrum poprosiłam zatrudnionego w nim terapeutę uzależnień p. Kubę Marcola.

Jesteśmy w trakcie organizacji różnych form terapii dla szerokiego kręgu potrzebujących. Wielu ludzi biznesu pogubiło się w wartościach i choć jeszcze funkcjonują prawie normalnie, to sięgając po różne środki, wpadają w uzależnienia; tu mogą odzyskać uwolnienie od zgubionej choroby. Różne są mechanizmy uzależnienia. Zasadą naszej pracy jest terapia grupowa. Uzależnienie to choroba osamotnienia - nadzieja rodzi się w grupie, która daje wsparcie. Wychodzenie z nałogu to sprawa indywidualna i wręcz nieprzewidywalna odnośnie czasu trwania terapii. Skrócony cykl trwa 4 tygodnie, normalny 6-8 tygodni. Bardzo intensywny jest początek, potem kontynuacja zgodnie z zaleceniem, przez pierwsze pół roku trwały kontakt. Ogółem czas leczenia osoby uzależnionej to okres trwający około 2 lat.
Mam krótki apel, który poprzez "ZGODĘ" pragnę dedykować mieszkańcom gminy Niedźwiedź:-"Szanowni Państwo! Problem uzależnienia dotyka coraz większej ilości osób, bez względu na status społeczny, wykształcenie czy płeć. Spotykamy się z nim często w naszym otoczeniu. Większość z nas zna osoby, które nie radzą sobie z alkoholem, narkotykami, nadużywają leków, bądź też popadają w hazard. Może to być ktoś bliski, członek rodziny, partner, przyjaciel lub ceniony pracownik. Nie zawsze osoba uzależniona jest w stanie skutecznie szukać pomocy. Warto podać jej rękę i podjąć krotki, aby z pomocą profesjonalistów uwolniła się od nałogu. W naszym Centrum pomagamy osobom uzależnionym, uczymy, jak zerwać z destrukcyjnym działaniem i wrócić do satysfakcjonującego, zdrowego funkcjonowania. Wspieramy także rodziny i bliskich osoby uzależnionej, aby ich pomoc była skuteczna i przyniosła zamierzony rezultat. Nie dajcie się zwieść stereotypom i mitom na temat np. picia alkoholu i uzależnienia; to choroby, które można i trzeba leczyć. Mam jako terapeuta również osobiste doświadczenia związane z tą chorobą i wiem, że pierwszy krok w kierunku decyzji o leczeniu jest trudny, ale możliwy do zrobienia. Decyzja należy do Ciebie, to Twoje życie! Mam nadzieję, że ta krótka informacja pozwoli przełamać opór przed szukaniem dla siebie i swojej rodziny ratunku.
Z wyrazami szacunku terapeuta uzależnień Kuba Marian Marcol.

Rozmawiam z Kazimierzem Wartą, który podjął terapię w Centrum "Koninki". Jak trafił Pan do Centrum?

O Centrum dowiedziałem się przez osobisty kontakt z p. Markiem Zapałą i w marcu br. Podjąłem decyzję o terapii. Była to pierwsza grupa terapii, z której częściowo korzystałem, gdyż pracowałem. Następnie przerwałem pracę i włączyłem się całkowicie w pracę drugiej grupy terapii, aby pokonać uzależnienie od alkoholu. Kiedyś zarabiałem duże pieniądze, które w miarę pogłębiania się nałogu traciłem. Po raz pierwszy spotkałem się z leczeniem odwykowym w latach 90 - tych w USA, gdy utraciłem prawo jazdy i przechodziłem obowiązkową 36 - godzinną terapię. Korzystałem równocześnie ze spotkań w grupie Anonimowych Alkoholików, potem odzyskałem prawo jazdy, zmieniłem miejsce zamieszkania, ale nie zmieniłem trybu życia! Miałem ciągi picia, przerwy i coraz większe trudności, aż doszedłem do bezdomności.
Tutaj, w Centrum, pogłębiłem wiedzę o problemie alkoholowym, uświadomiłem sobie, że jestem alkoholikiem, bo dotychczas wciąż oddalałem się od siebie. Czuję się tu bardzo dobrze, radzę sobie z problemem picia i odnalazłem się w środowisku. Stopniowo odzyskuję rodzinę. Niedługo będę na ważnej uroczystości rodzinnej, weselu swojego dziecka. Naprawiam swoje błędy, zmieniłem myślenie i cały charakter swojego postępowania i życia. Resztę spraw zostawiam czasowi i wierzę, że wszystko zdążę wyprostować i odzyskać to, co utraciłem przez picie.

Dziękuję za rozmowę i gratuluję tak pomyślnych wyników terapii oraz życzę wytrwania w trzeźwości.

Opracowała Maria Lupa

2. Pułapka
Na początku jest łatwo i kusząco. Migające napisy obiecują wygraną, legion ekspertów pod telefonem czy e-mailem czeka w gotowości do pomocy, a pierwsze kroki w e-hazardzie stawiasz bez grosza przy duszy. - Pozwalają ci oswoić się ze stroną. Próbujesz "na sucho" i od razu wygrana za wygraną. W dodatku jest bonus, pierwsze pieniądze gotowi są ci pożyczyć - opowiada Maciej z Warszawy.
Sam zaczął w ten sposób. Gdy tylko włożył w grę pierwsze własne pieniądze, uruchomiło się błędne koło. Jak w klasycznym hazardzie, grasz albo żeby się odegrać, albo żeby podwoić wygraną. Tylko tu dostęp do gry jest sto razy łatwiejszy. Wystarczy włączyć komputer. - Po pewnym czasie nie myślałem o niczym innym, tylko o graniu. Zaczęło mnie to zjadać - przyznaje Maciej.
Dał jednak radę zerwać z e-hazardem. Przybywa jednak takich, którym się nie udało. - Od pół roku coraz więcej osób interesuje się leczeniem internetowego hazardu - mówi Kuba Marian Marcol z Centrum Terapii Uzależnień "Koninki". Pierwszy etap leczenia trwa pół roku i ma doprowadzić do tego, aby gracz nigdy więcej nie usiadł do e-stolika. Choroba sprawia, że stracił bezpowrotnie umiejętność kontrolowania grania, dlatego w życiu nie wolno mu wysłać nawet kuponu lotto. Wśród pacjentów są głównie mężczyźni, często ludzie młodzi, zwykle biznesmeni. - To trudne uzależnienie. Skutki społeczne są mniej widoczne niż u alkoholików czy narkomanów, ale choroba ta sama - dodaje. I opowiada, że jej pierwszym mechanizmem jest stworzenie systemu iluzji i zaprzeczeń. Gracz wmawia sobie, że potrzebuje rozrywki, że musi się zrelaksować po pracy, że daje sobie szansę na wygraną. Potem nie może się oderwać.
- To ciągi gry. Trwają dni i noce, po kilkanaście godzin, czasem kilka tygodni. Wyniszczają organizm, bo e-hazardzista nie je, zaniedbuje się. A przede wszystkim traci pieniądze. Miałem pacjentów, którzy brali kredyty na granie i trwonili je co do grosza. Miałem takich, którym komornik wchodził na firmę, samochody. Najczęściej dopiero taki wstrząs pozwala im się zorientować, że mają problem. Bo wcześniej iluzja jest tak silna, że choć uzależnienie widzą wszyscy dookoła, e-hazardzista o nim nie wie - opowiada terapeuta.
Klubów anonimowych hazardzistów jest w Polsce 20, a hazard w sieci uzależnia silniej i łatwiej niż hazard w realu. Spośród klientów kasyn, punktów Lotto i kolektur bukmacherskich odsetek uzależnionych wynosi 20 procent. Wśród odwiedzających kasyna online - aż 75. W hazardzie w realu o wygranej decyduje ślepe szczęście. W sieci - program komputerowy. Jest ustawiony tak, żeby cię wciągnąć. - Gry internetowe są skonstruowane, aby generować zysk. Dlatego z matematycznego punktu widzenia nie da się w nich wygrać - twierdzi Piotr Wołowik z Politechniki Poznańskiej, specjalista od matematyki zjawisk losowych. - Ruletki, kasyna internetowe, poker online - to wszystko gry z programem. Gracz nie może sprawdzić, jak on oszukuje. A system oszukiwać musi, chociażby dlatego, że gracz przed komputerem ma więcej dostępnych środków niż w prawdziwych kasynach. Na przykład wolno mu zapisywać, jakie karty zostały już rozdane. To znacznie ułatwia wygraną, dlatego w realu jest zabronione. Mimo że online można to robić, komputer i tak musi wygrać, aby firma wyszła na swoje. Programy kantują - przekonuje. Wie, co mówi, bo sam kiedyś pisał oprogramowania do gier hazardowych. A do internetowych oszustw podchodzi naukowo. - Przeprowadziłem z kolegą doświadczenie. Graliśmy w pokera na dwóch komputerach, ale przy jednym internetowym stoliku. Wiedzieliśmy, który z nas ile powinien wygrać, a ile stracić. Komputer ściągnął z nas dodatkowe 30 procent - mówi.
Jeśli wydaje ci się, że w tej sytuacji nie pozostaje nic innego jak zdelegalizowanie hazardu, czytaj punkt 3. Jeśli nadal chcesz wygrać naprawdę dużo, przejdź do punktu 5.

www.przekroj.p

Marek powoli nachyla się, opierając dłonie o podłogę, przesuwa ciężar ciała do przodu. Chwilę trwa nieruchomo, by potem, opierając łokcie o podłoże, wznieść tułów, a potem nogi w górę. Jego ciało nieruchomieje stojąc na głowie. Marek lubi balansowanie na granicy. W życiu - kiedy pił i przedawkował leki. W biznesie, gdy szukał nowych wyzwań. Teraz połączył jedno i drugie. Tuż za plecami człowieka ćwiczącego jogę stoi okazały dom - kiedyś pensjonat, restauracja. Dziś odwykówka. Pierwsza na Podhalu prywatna, komfortowa -superstandard.

Marek siada wygodnie w głębokim fotelu, w przedszkolnym holu swego ośrodka. Od czasu do czasu do drzwi zagląda ktoś z przechodzącej drogą wycieczki; pytając, czy tu jest restauracja albo wolne pokoje. Nie ma. Żeby tu zamieszkać, trzeba mieć ciężką przeszłość. Taką jak Marek lub Kazek. Każdy w tym domu.

Ojciec Marka też był alkoholikiem. Dobry chłop, ale jak wypił, to szalał. Marek dorastał w atmosferze nienawiści do alkoholu. Poprzysięgał sobie, że sam nie pozwoli się tak upodlić, że będzie inny. Po ślubie jednak zaczął powielać rodzinne schematy. Choć małżeństwo ma udane, to jednak wódka zaczęła wypierać wszystko. Dziś wymienia swe "osiągnięcia" - sześć detoksów, dwie wszywki, hipnoza, a nawet przysięgi na zakopiańskiej Górce. W jego przypadku pryska mit twardego górala, który ślubu przed Najświętszą Panienką zawsze dochowa. Pił ostro przez dwa tygodnie, potem robił sobie przerwę na pół roku. Z czasem okres picia coraz bardziej się wydłużał, a trzeźwości skracał. Miał pieniądze z własnego biznesu, więc było co przepuszczać. Potrafił przepić w kilkanaście dni dwa tysiące dolarów w czasach, gdy przeciętna rodzina na miesiąc wydawała równowartość dwudziestu. Później, gdy było krucho z kasą, jak każdy nałogowiec, popijał "wynalazki", jak choćby krople żołądkowe. Na spirytusie były ...

Dziwne było jego picie. Pił, przerywał. Najdłuższa przerwa w trzydziestoletniej praktyce pijaka to osiem lat. Po nich wrócił do nałogu z podwójną mocą wyniszczenia - do alkoholizmu doszła lekomania. -Po czterech latach niepicia nie mogłem znieść bezsenności - wspomina. -W końcu poszedłem do lekarza, poprosiłem o jakieś lekarstwo. Poskutkowało. Do tego większa dawka wprowadzała w bło0gi nastrój. Zacząłem przychodzić po kolejne recepty, wymyślać nowe powody. Eksperymentowałem - zażywałem, co tylko się dało. Po ośmiu latach niepicia, w sylwestra ostro popiłem. Zaczął się ciąg. Dopiero później się dowiedziałem, że pijącym lekomanom jeszcze trudniej wyjść z nałogu.

Marek zdawał sobie sprawę, że stacza się na dno. Ale nie potrafił przestać. -Żona wniosła sprawę o rozwód i alimenty, dzieci nie mogły ze mną wytrzymać. Potrafiłem zrobić straszną awanturę za nieodrobione lekcje, choć przez pól roku kompletnie nie interesowało mnie, co robią w szkole. Gdy chciałem wyjść żeby się napić, a drogę zastąpiła mi żona, potrafiłem ją uderzyć. Bez wahania. Stałem się potworem - zauważa.

Organizm nie wytrzymywał. Podczas jednego z pobytów w szpitalu lekarze myśleli, że nie ma już kogo leczyć - ciśnienie spadło do 70/40, podejrzewali niedotlenienie mózgu. Marek leżał nieprzytomny. Przeżył. Kolejne terapie nie przynosiły skutku - leczył się w Gorzycach, był na detoksie i terapii w "Huston" - jak alkoholicy nazywają odwykówkę w Kobierzynie. Trafił na miting Anonimowych Alkoholików. Opowiadał o sobie człowiek, który - podobnie jak Marek - zażywał leki i pił na umór. Jest alkoholikiem, ale niepijącym. - Uwierzyłem, że da się wyrwać. Praktycznie nie spałem przez pierwsze dwa tygodnie - przyznaje.

1 czerwca Marek świętował trzecią rocznicę niepicia i niezażywania lekarstw. Po roku trzeźwienia zauważył jak wielu jest ludzi, którzy podobnie jak on cierpi, nie mając pomocy. Dojrzał, że alkoholik to nie tylko ten, który śpi po rowach, przechlał wszystko i marzy o tym, by zapić się na śmierć. Alkoholicy to też biznesmeni, nauczyciele, lekarze, księża. I oni też szukają ratunku. Jak kiedyś Marek.

Rok temu zamienił pensjonat na Prywatne Centrum Terapii Uzależnień Koninki. Zatrudnił terapeutów - podobnie jak on - niepijących alkoholików. Stworzył stronę internetową i zaczął przyjmować nowych gości. Na miesięczne turnusy załapało się już trzydziestu alkoholików. Za każdym razem grupa nie może liczyć więcej niż osiem osób - by był efekt. Do dyspozycji mają wygodne pokoje - 2,3 - osobowe z łazienką. Jest nawet sala muzyczna z gitarami, keyboardem i głośnikami. Na pulpitach widać kartki z tekstami piosenek ułożonych w Koninkach, przez gości ośrodka. Marek bierze gitarę i zaczyna "Kiedy wreszcie wytrzeźwieję / i przeżyję nowe dzieje / życie mi się rozleciało..."

Za ile? Marek wylicza skrupulatnie - koszt pobytu w ośrodku to 300 zł za dobę, co przy czterotygodniowym turnusie daje w sumie ponad osiem tysięcy. -Drogo? Wszystko jest względne. Można wybrać wczasy, można terapię. Zwykle i tak przepija się jeszcze więcej...

Kazek mieszka w ośrodku od roku. Poznali się z Markiem podczas jednego z mitingów. Marek szukał fachowców. Kazek w budowlance jest mistrzem. Dostał pokój, terapię, wikt i opierunek. W zamian robi wykończeniówkę wewnątrz i na zewnątrz. Z kamieni buduje okazały grill, układa stopnie, robi ogrodzenie. Zna się na tym, bo był rozchwytywanym fachowcem, któremu szefowie puszczali płazem nawet ciągi picia. Do czasu, aż stoczył się na dno i zamiast rozbijać się drogimi samochodami, wylądował w noclegowni dla bezdomnych.

Pierwszy odwyk Kazek przeszedł w Stanach. Pracował tam lata na budowach. Policji podpadł, gdy pił z kumplami po robocie w zaparkowanym samochodzie. Dostał karę, jakby prowadził, do tego musiał przejść 36 godzin terapii, żeby dostać z powrotem prawo jazdy. -Myślałem, że spotkam tam typowych pijaków, ale byłem zaskoczony, jak zobaczyłem że na zajęcia przyszli ludzie w garniturach, podjeżdżali drogimi samochodami. Zrozumiałem, że alkoholizm to choroba, jak każda. Zmieniłem pracę, samochód. I... piłem dalej.

Metoda pracy Kazka była dziwna - pracował, dopóki nie narobił dziadostwa. Wtedy zwijał się wyjeżdżał, znajdował nową brygadę. Pracy zawsze było dość. Bywało, że kompletnie pijany pracował na wysokościach bez żadnych zabezpieczeń. Tak robił dach na wieży kościelnej. Gdy przyszedł na drugi dzień już trzeźwy, nie wiedział nawet, że połowę roboty wykonał sam poprzedniego dnia. Kończył już przypinany z każdej strony. Na niewiele zdały się prośby i zabiegi mieszkającej w Stanach siostr. Ona wiedziała, czym jest alkoholizm, bo  jej mąż stoczył się na dno. Kazek zmierzał w tym samym kierunku.

Po przeszło sześciu latach wrócił do rodzinnej wsi. Ale w domu nie potrafił usiedzieć zbyt długo. Znalazł kontrakt w Niemczech. Tam zaczęło się weekendowe pijaństwo - w piątek wieczorem zaczynał pić, kończył w niedzielę. Bywało, że trzeźwiał do środy. Podczas pracy na czarno wpadł w ręce policji i wrócił do kraju z zakazem wyjazdu do krajów Unii Europejskiej. -Szukałem krótkotrwałych budów, by szybko można było wziąć tydzień wolnego na picie. Przestałem zarabiać. Zbankrutował też sklep żony. Miała wyjechać do roboty w Londynie. Umówiliśmy się, że ją odwiozę na lotnisko. Zapomniałem, przyszedłem pijany. Potem było coraz gorzej. Teściowa ze starszą córką nie wytrzymały i wyrzuciły mnie z domu. Obraziłem się, pomyślałem sobie - ja wam jeszcze pokażę, jeszcze mnie będziecie błagać o pomoc - i staczałem się dalej - wspomina.

Miał jechać na kontrakt do Norwegii, ale okradli go w pociągu do Gdańska. Zanim znalazł jakąś robotę, spał w noclegowni dla bezdomnych. Znalazł robotę na miejscu. Zawziął się - nie pił przez półtora roku. Potem przyszedł kolejny ciąg, wypadek na budowie, utrata pracy i przypadkowy powrót na południe. Pijany zaspał w pociągu i obudził się dopiero w Krakowie. Nie miał gdzie pójść, więc znów wylądował w noclegowni dla bezdomnych. W zamian za dach nad głową gotował dla wszystkich. Po dwóch znów zapił. Wstydził się wrócić. Spotkał kolegów, którzy wracali do ośrodka dla alkoholików w Osieczanach. Pojechał z nimi. Podczas jednego z mitingów spotkał Marka. Dogadali się - w Koninkach było wiele pracy, ale brakowało fachowca. Kazek przyjechał w góry. Wykończył sobie pokoik na poddaszu podobnie jak cała górę. Mieszka i leczy się od roku. Nie pije.

-Kiedyś wyszedłem sobie za dom, na polankę. I uświadomiłem sobie, że to jest moje miejsce na ziemi. Dziwne, przejechałem Stany i pół Europy, ale tu czuję się najlepiej. Z czasem pozbyłem się poczucia winy, wewnętrznej złości i obrażania się na najbliższych, których przecież sam najbardziej skrzywdziłem.

Powoli zacząłem odbudowywać relację rodzinne. Zadzwonił do młodszej córki, potem do starszej. Spotkali się. Pierwszy raz po czterech latach. Potem spotkał się z żoną. Trudno było liczyć na wybaczenie. Ale przyjęła zaproszenie na święta Bożego Narodzenia w Koninkach. -Przed Wigilią przeprosiłem każdego. Płakali. Ja też. Od tego momentu wszystko się odmieniło - mówi drżącym głosem Kazek, alkoholik.

[PUBLICYSTYKA, str. 22, TYGODNIK PODHALAŃSKI 26/2008]

Tekst i fot. Józef Figura

Usłysz, proszę, to, czego nie mówię. Nie pozwól mi się oszukać. Nie pozwól oszukać się wyrazowi mojej twarzy, noszę bowiem maskę; noszę tysiące masek, których boję się zdjąć, z których żadna nie jest mną. Udawanie to sztuka, która jest mój ą drugą naturą, ale nie pozwól mi się oszukać.

Robię wrażenie, że jestem bezpieczny, że wszystko we mnie jest pogodą i spokojem, że moje imię to Pewność, a opanowanie to główna moja cecha, że woda jest niezmącona, że ja tu dowodzę i że nikogo nie potrzebuję. Lecz nie wierz mi, proszę. Powierzchnia mojego życia może się wydawać gładka, ale ta powierzchnia jest moją maską, maską wiecznie zmienną. Ukryty pod nią, w pomieszaniu strachu i samotności, ży]z praw dziwy ja. Ukrywam to jednak; nie chcę, żeby ktokolwiek o tym wiedział. Ogarnia mnie panika na myśl, że moja słabość i mój strach mogłyby zostać ukazane światu. Dlatego zapamiętale ubieram maski, za którymi mogę się ukryć - za nonszalancką, wyszukaną fasadą, która pomaga mi udawać, osłania mnie przed spojrzeniem, które wie. Ale spojrzenie takie jest moim wybawieniem, moim jedynym wybawieniem i ja o tym wiem. Jest ono wybawieniem -jeśli następuje po nim akceptacja, jeśli następuje miłość. Jest to jedyna rzecz, jaka może mnie uwolnić ode mnie samego, od mojego własnego więzienia, które sam wybudowałem, od barier, które tak pracowicie wznoszę. Jest to jedyna rzecz, która zapewni mnie o tym, o czym sam siebie nie mogę zapewnić: że naprawdę jestem czegoś wart. Nie mówię ci tego jednak, gdyż boję. Boję się, że będziesz gorzej o mnie myślał, że będziesz się śmiał, a twój śmiech zabiłby mnie. Boję się, że gdzieś tam - w głębi -jestem niczym, że do niczego się nie nadaję, że ty to zauważysz i odrzucisz mnie. Tak więc gram; gram z desperacją w udawanie, z fasadą pewności na zewnątrz i drżącym dzieckiem wewnątrz. I tak zaczyna się parada i przegląd masek, a moje życie staje się frontem bez celu. Gawędzę z sobą słodziutkim tonem pozornej rozmowy, mówię o wszystkim, co w sumie jest niczym, a nic nie mówię o tym, co jest wszystkim: co płacze we mnie, w rozpaczy krzyczy. Więc gdy na nowo popadam w rutynę, nie daj się oszukać temu, co mówię. Słuchaj uważnie, niech dotrą do ciebie te słowa, których ja nie wypowiadam, które chciałbym móc ci powiedzieć, które niezbędne mi są, abym przetrwał, lecz których ciągle wygłosić nie mogę. Nie lubię ukrywania. Naprawdę nie podoba mi się moja powierzchowna gra - powierzchowna, fałszywa gra. Naprawdę chciałbym być szczery i spontaniczny, chciałbym być sobą, ale ty musisz mi pomóc. Muszę trzymać twój ą rękę, nawet jeśli to ostatnia rzecz, jakiej, zdaje się, pragnę lub potrzebuję. Tylko ty możesz zetrzeć z moich oczu puste spojrzenie żywego trupa, tylko ty możesz wezwać mnie do świata żywych. Za każdym razem, gdy jesteś uprzejmy, łagodny, kiedy mnie wspierasz, za każdym razem, gdy próbujesz zrozumieć, bo naprawdę się o mnie troszczysz, mojemu sercu wyrastaj ą skrzydła, małe skrzydła, słabe skrzydła, ale skrzydła. Poprzez swoją wrażliwość, współczucie, siłę zrozumienia możesz tchnąć we mnie życie. Chcę, żebyś to wiedział. Chcę, żebyś wiedział, że jesteś dla mnie ważny, że stać się możesz twórcą osoby, która jest mną, jeśli tylko tego chcesz. Zechciej, proszę. Tylko ty możesz zburzyć mur, za którym drżę. Tylko ty możesz zdjąć moją maskę. Tylko ty możesz wyswobodzić mnie ze świata paniki i niepewności, możesz wypuścić mnie z mojego więzienia samotności. Więc mnie nie mijaj, nie mijaj mnie, proszę. Nie będzie to dla ciebie łatwe. Długotrwałe przekonanie o bezwartościowości buduje potężne mury. Im bliżej do mnie podchodzisz, tym bardziej, na oślep, mogę zacząć uderzać. To irracjonalne, ale wbrew temu, co książki mówią o człowieku, jestem istotą irracjonalną. Walczę dokładnie przeciwko temu, za czym wołam. Powiedz mi, że miłość potężniejsza jest niż mur i w tym leży moja nadzieja, jedyna nadzieja. Spróbuj, proszę, zniszczyć te mury pewnymi rękami, ale rękami pełnymi czułości, bo dziecko jest bardzo wrażliwe. Zastanawiasz się, kim jestem. Jestem kimś, kogo doskonale znasz, bo każdy mężczyzna, którego spotkasz i każda kobieta, którą spotkasz, to ja.

 

Dziękuję za wspólnie spędzony czas w Koninkach w dniach: 02.06.07 - 08.06.07.]

Pogody ducha na drodze do trzeźwości!!! Wdzięczna Maria         teł: 0601-571-277

Created by Fine.pl
© 2016 All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

NASZA dotychczasowa SKUTECZNOŚĆ

Ilość pacjentów utrzymujących abstynencję rok po terapii:

58%–75%!!!

w a r t o   s p r a w d z i ć

Tylko u nas

Unikalna terapia

Indywidualne podejście
Zajęcia motywująco - relaksujące

Położenie - Mikroklimat

Gorczański Park Narodowy

Domowa kuchnia

Nadzór Sanepidu

Szerokie zaplecze rekreacyjne

Dostępne 1-osobowe pokoje z łazienką

Dobra cena

Telefony:

18 33 19 736
18 33 19 737
18 33 17 250
600 902 367

centrum pomocy leczenia uzależnień - forum
kompendiumj wiedzy o alkoholiŸmie
Alkoholizm